Protesty na Placu Niebiańskiego Spokoju

Wiosna 1989 roku w Chinach była bardzo trudnym czasem zarówno dla mieszkańców, jak i władzy kraju. Protesty na Placu Tiananmen w Pekinie poruszyły wszystkich. Jaka jest historia tych wydarzeń? Co sprawiło, że studenci zdecydowali się wyjść na ulicę? Kim był słynny “tank man”? Przeczytajcie poniżej.

Wstęp

15 kwietnia 1989 roku zmarł Hu Yaobang, czyli chiński polityk, który uznawany był za zwolennika reform. Dążył do liberalizacji życia społecznego, co bardzo podobało się obywatelom Państwa Środka – w szczególności tym młodym.

Śmierć Yaobanga wstrząsnęła chińską młodzieżą. W obawie przed brakiem politycznych zmian, po śmierci ich nadziei, studenci zdecydowali się wyjść na ulice. Na początku miał to być zwykły protest. Później niestety przerodził się w krwawe zamieszki.

Początkowo protesty miały charakter pokojowy. Z dnia na dzień na Placu Tiananmen gromadziło się coraz więcej zwolenników zmian (w tym również robotników). Wszyscy wspólnie prowadzili pokojowe manifestacje. Domagano się między innymi: wprowadzenia demokracji oraz zwalczenia wszechobecnej korupcji.

Rozwinięcie

Gdy poparcie dla studentów rosło, władza robiła wszystko, aby zachować twarz i szybko zakończyć protesty. W pewnym momencie aż 75% mieszkańców Pekinu wyrażało swoje poparcie dla działań, które miały miejsce na głównym placu w ich mieście! Był to moment, w którym władza musiała wziąć sprawy w swoje ręce.

Ówczesny sekretarz generalny Komunistycznej Partii Chin (KPCh) – Zhao Ziyang, był zwolennikiem polubownego rozwiązania sprawy. Chciał rozpocząć rozmowy z protestującymi i dojść do porozumienia. Jednak partia – z przewodniczącym Deng Xiaopingiem na czele – zdecydowała się na rozwiązanie siłowe.

Protesty coraz bardziej się zaogniały. Zebrani na placu rozpoczęli strajk głodowy, a studenci z innych miast, dziennikarze i robotnicy zaczęli przyjeżdżać do Pekinu, aby wesprzeć protestujących już od kilku tygodni, kolegów.

20 maja rząd wprowadził w stolicy stan wyjątkowy. Wtedy też pierwsze oddziały wojskowe zostały wysłane, aby uspokoić protestujących i zakończyć ich bunt. Jednak bez skutku.

4 czerwca rząd postanowił sięgnąć po najcięższe działa. Z prowincji Shanxi sprowadzono 27. Armię,  która miała ostatecznie rozprawić się z protestującymi.

Zakończenie

Protesty na Placu Tiananmen zakończyły się 4 czerwca 1989 roku. Zakończyły w sposób bardzo brutalny. Nikt z protestujących nie spodziewał się takich działań ze strony władzy.

Armia otrzymała za zadanie zakończenie protestów. Za wszelką cenę. Dlatego też protestujący na placu Niebiańskiego Spokoju zostali rozjechani przez czołgi,  oraz rozstrzelani przez karabiny maszynowe.

Zabitych i rannych były całe masy. Wywożono ich m.in. na trójkołowych rowerkach, w otoczeniu przelatujących nad głowami pocisków z karabinów. Jeszcze dzień wcześniej nikt z obecnych wtedy w Pekinie nie spodziewał się takiej masakry.

Tank man

Jednym z symboli walki o zmiany w Państwie Środka jest postać mężczyzny trzymającego w ręce siatkę z zakupami. Stoi on naprzeciw czołgom wracającym z Placu Tiananmen. Do dziś jego tożsamość ani późniejsze losy nie są znane. Jednak jego postać stała się bardzo ważnym symbolem sprzeciwu wobec okrucieństwa, jakie miało wtedy miejsce. Fotografia została wykonana przez Jeffa Widenera, a on sam za  to ujęcie został nominowany do Nagrody Pulitzera.

Tę słynną fotografię możecie zobaczyć klikając tutaj. Na stronie tej znajdziecie również niedawno ujawnione zdjęcia z tamtych wydarzeń.

Ofiary

Protesty na Placu Tiananmen pochłonęły niezliczoną liczbę żyć. Niezliczoną, ponieważ oficjalne statystyki mówią jedynie o kilkuset zabitych (w zależności od źródeł 200-400 osób). Jednak według szacunków międzynarodowych było ich zdecydowanie więcej. Najczarniejsze kalkulacje mówią nawet o 10 tysiącach ofiar.

Skutki

Osoby, które przeżyły manifestacje, musiały uciekać za granicę. Często bez możliwości powrotu do swojego kraju. Według organizacji Human Rights Watch na więzienia skazanych zostało setki osób, a około trzydziestu z nich nadal w nich pozostaje. Niektórzy za udział w protestach zostali skazani na śmierć.

Podejście władzy

Władza niestety umywa ręce i nie przyznaje się do popełnionej zbrodni. Zaraz po zakończeniu działań na placu, KPCh wydała komunikat, że to żołnierze stali się ofiarami protestujących. W tym oficjalnym ogłoszeniu, które dotarło do całego kraju, oznajmiono, że armia została zaatakowana przez studentów, a to, co działo się później to już efekt obrony.

Pomimo tego, że minęło już ponad 30 lat od tych wydarzeń, władza nadal nie przyznaje się do nich. Obecna młodzież nie jest świadoma tego, co w 1989 roku działo się w Pekinie, jeśli nie usłyszy tego od kogoś z rodziny. Dlaczego? Ponieważ w szkołach się o tym nie uczy, nigdzie się o tym nie rozmawia. Na chińskich stronach internetowych założono blokadę, tak, aby znalezienie jakichkolwiek informacji o protestach było niemożliwe.

A co z rodzinami poległych, czy uwięzionych? Ciągle czekają na sprawiedliwość. Niektórzy żyją w nadziei, że doczekają czasów, w których władza przyzna się do popełnionego przestępstwa, a pamięć ich bliskich zostanie upamiętniona.

Skala tych wydarzeń jest niewyobrażalna. Podczas gdy nam w Polsce udaje wywalczyć się demokracje, w Chinach giną tysiące, przede wszystkim młodych, ludzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *