Z plecakiem po Chinach

Piękne widoki, wspaniali ludzie, smaczne jedzenie to składniki naszej miesięcznej podróży po Chinach. O tym jak potoczyły się nasze losy, co zobaczyłyśmy dowiecie się pokrótce w tym poście, natomiast szczegóły będziemy Wam sukcesywnie zdradzać w kolejnych odsłonach z tego cyklu 😉

Przed wyjazdem
Podróż zaplanowałyśmy po zakończeniu semestru na studiach (wypadało to na początek stycznia). Rozpoczęłyśmy od spisania listy miejsc, które chcemy odwiedzić, a następnie sprawdziłyśmy ich dostępność (niestety wiele z nich było zamkniętych – albo przez sezonowość, albo przez zniszczenia po trzęsieniu ziemi). Kolejnym krokiem było ułożenie logicznej trasy i sprawdzenie połączeń transportowych. Bazowałyśmy głównie na połączeniach kolejowych, ponieważ loty wewnętrzne w Chinach są bardzo drogie.

Przez kilka miesięcy odkładałyśmy sobie część pieniędzy ze stypendium (które wynosiło 2500 RMB – ok. 1250zł), by jak najmniejszą kwotę wypłacić z polskich kont bankowych. Postanowiłyśmy, że podróż ta będzie dość niskobudżetowa, ponieważ chciałyśmy poznać prawdziwe oblicze Chin.  Dodatkowo dzięki pobytowi na studiach mogłyśmy korzystać ze zniżek studenckich.  Miesiąc ciągłego podróżowania kosztował nas ok. 3500 RMB/os.

Jak podróżować to tylko w dobrym stylu 😉

Pakowanie
Na samym początku wyzwaniem okazało się samo pakowanie. Miałyśmy dość ograniczone miejsce, a najpotrzebniejszych rzeczy okazało się za dużo :p Nasza podróż przypadła na okres zimowy, więc cieplejszych ubrań było sporo.
Po zakończeniu semestru, osoby, które nie wracały do swoich domów i zostały w akademiku miały się przenieść do jednego budynku, dlatego oprócz spakowania się na podróż po Chinach trzeba było przygotować walizki już na powrót do Polski. Na szczęście mogłyśmy liczyć na pomoc naszego świetnego kolegi  z Etiopii Natnaela – przeniosłyśmy do niego bagaże, oddałyśmy klucze w recepcji, pożegnałyśmy się z ludźmi i rozpoczęłyśmy naszą przygodę 😉

Chińskie pociągi nie są dla wysokich ludzi 😉

Nasz plan
Naszą przygodę zaczęłyśmy od Emei Shan (峨眉山), czyli góry, która była dla nas wyzwaniem. Podejście pod niezliczoną ilość schodów z 10kg plecakami, w niezbyt  przyjemną pogodę, bez zamówionego noclegu, wymagało odporności zarówno fizycznej jak i psychicznej. Z pewnością możemy stwierdzić, że było to największe doświadczenie podczas całej podróży i jesteśmy dumne, że udało nam się dojść na szczyt 🙂

Droga na szczyt (Emei Shan).

Następnym etapem naszej podróży było Leshan (乐山), którego największą atrakcją jest Wielki Budda. Jego ogrom zrobił na nas duże wrażenie, będąc tam nie mogłyśmy uwierzyć, że widzimy go na żywo, a nie przez ekran telewizora.

Po wizycie w  Leshan pojechałyśmy do Chengdu  (成都), stolicy prowincji Syczuan, w której oprócz miasta, zwiedziłyśmy też Panda Research Base. W obiekcie wszystko było przemyślane, pandy żyły w świetnych warunkach, a w cenie biletu było również wejście do muzeum i film.

Oprócz niesamowitych widoków, kolejnym powodem, dla którego warto przyjechać do Syczuanu (四川) jest lokalna kuchnia. Jadłyśmy tu najlepsze chińskie potrawy, podczas naszego całego pobytu w Chinach! Wszystko nam smakowało, począwszy od street fooda, przez  Kurczaka Gongbao (宫保鸡丁), po ostrą wieprzowinę (香辣肉丝). Nasze kubki smakowe wpadły w zachwyt!

Po tym wszystkim nadszedł czas na najdłuższą podróż pociągiem na naszej trasie. Wbrew pozorom 32h drogi nie były takie straszne, ponieważ dwie noce przespałyśmy. Pogoda w Pekinie (北京) na szczęście nam dopisała, było bardzo ciepło – co podkreślali również mieszkańcy.

Podróż wagonem niższej klasy, ale za to w przyjemnej chińskiej atmosferze.

W stolicy Chin spędziłyśmy łącznie 3 dni, w czasie których zobaczyłyśmy m.in.:  Zakazane Miasto, Plac Tiananmen, Wielki Mur i Pałac Letni. Pojechałyśmy też na ulicę  Wangfujing (王府井), gdzie można było zjeść pekiński street food, a ostatniego dnia zjadłyśmy słynną Kaczkę po Pekińsku (北京烤鸭).

Myślałyśmy, że zarówno Pekin, jak i Wielki Mur nie zrobią na nas dużego wrażenia, ze względu na to jak bardzo są skomercjalizowane. Jednak mimo wszystko kolejny raz byłyśmy zachwycone – nie mogłyśmy uwierzyć, że to wszystko widzimy 🙂

Po Pekinie nadszedł czas na Shanghai (上海), w którym zwiedziłyśmy m.in. ulicę Nankijską (南京路), Pudong oraz Bund (外滩). Ogromne wieżowce wywarły na nas wrażenie, poczułyśmy ich ogrom, mimo tego Shanghai niezbyt przypadł nam do gustu.

Po dwóch dniach pobytu udałyśmy się do Kantonu (广东), aby zapoznać się trochę z miejscową kuchnią (o której mówi się, że wszystko co ma nogi, a nie jest stołem, nadaje się do jedzenia) i językiem (dialekt kantoński w wymowie w ogóle nie przypomina mandaryńskiego).

Po zakończeniu przygody w Kantonie zatrzymałyśmy się na nocleg w Guiyang (贵阳), aby następnego dnia wrócić do Kunmingu.

Street food w Kantonie

Z Kunmingu udałyśmy się nocnym pociągiem do naszej koleżanki z Lijiangu (丽江). Po kilkudniowym wypoczynku w prawdziwym chińskim domu dotarłyśmy na Wąwóz Skaczącego Tygrysa ( 虎跳峡), który okazał się jednym z najpiękniejszych odzwiedzonych przez nas miejsc. Idealny plan zakładał także zwiedzanie Shangri-la ( 香格里拉), niestety strach i trudności na drodze sprawiły, że pozostała na naszej liście jeszcze nie odhaczona.

W ogólnym rozrachunku możemy uznać, że pozostały nam piękne wspomnienia, ból stóp i góra prania.  Po tak intensywnej podróży byłyśmy wyczerpane fizycznie, ale maksymalnie naładowane psychicznie.

To pokrótce przedstawiony plan naszej podróży. Cyklicznie będziemy publikować bardziej szczegółowe opisy odwiedzanych miejsc z praktycznymi wskazówkami. Bądźcie z nami na bieżąco! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *